Przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, że trzeba coś zmienić. I chyba właśnie nadszedł ten moment dla nas. Powiadają że przyjaciół się nie sprzedaje, dla tego szukamy opiekuna dla naszego skarbu, który ją przygarnie, zadba o nią, będzie ją regularnie wyprowadzał na fale i da jej kolejnych naście czy dziesiąt lat morskich przygód.

Z tym jachtem wiąże się wiele wspomnień. W większości dobrych, ale nawet te gorsze w tamtym momencie, wspomina się teraz z uśmiechem na twarzy. Był to pierwszy nasz wspólny jacht z małżonką. Był to pierwszy jacht którym pływaliśmy wspólnie po morzu. Był to jacht na który pojechaliśmy zaraz po naszym ślubie i mieliśmy sesję ślubną.
Był to też pierwszy jacht na którym zgubiliśmy śrubę napędową. 
Pierwszy jacht kupiony za granicą. I pierwszy, który w moich rękach nie służył 1 do 4 lat, tylko 13!
Był to też jedyny jacht w przedziale 8-10m który żeglował, wyglądał i miał jakość powyżej progu jakiego oczekiwałem. W tym budżecie i wielkości absolutnie nic nie jest nawet blisko więc nie było na co zmienić.
Było to też miejsce, nasza oaza, gdzie nawet przemęczeni życiem codziennym, z toną problemów na głowie, robiliśmy krok z kei na pokład i puf! Spokój, cisza, brak zmartwień, pełny relax. Jakby ją otaczała niewidzialna bańka zatrzymująca to co złe za burtą. Nasz Azyl! 😉

Oj przy przekazaniu kluczy będę ryczał jak bóbr. 

Jaka jest Księżniczka?

Elegancka, wyważona, z dobrymi manierami.
Piękna, z trochę dużym tyłkiem ale zawsze skora do zabawy i skakania po falach.
Nie jest kapryśna. Jak coś się popsuje to po sezonie albo tak by można było zrobić szybki serwis.
Jest dzielna, przeżyła z nami różne przygody i pogody.
Jest stanowcza. Jak się zagapisz i postanowi sobie, że stanie dziobem do wiatru to tak będzie! Ćwiczy refleks.
Jest szybka. Ooo i to jak. Ze względu na ograniczony czas urlopowy, dla nas liczy się szybkość przeskakiwania z portu do portu. Po zrobieniu nią kliku tysięcy mil po morzu, wyprzedził nas raz około 45 stopowy jacht wyglądający na starszą regatówkę i parę razy Dragonfly (taki trimaran ,który drwi z praw fizyki).
Zależnie od zafalowania i porywów wiatru w kursach na wiatr można osiągnąć nawet 8W. Z wiatrem nasz rekordy to 12W i to na podstawowym ożaglowaniu! Podobno na spinakrze z dobrą załogą można popłynąć jeszcze szybciej.
Jest to też jacht dla bardziej doświadczonych żeglarzy bo projektant z producentem wpadli na genialny pomysł, a może by tak dać ożaglowanie z jachtu 10 stóp dluższego… świetny pomysł! I tak zrobili. Jacht jest przeżaglowany. 15W wiatru to pierwszy ref na grocie zakładamy szybciutko. Czy to jest dobre czy złe? Ja lubię taką charaktrystykę bo łatwiej się zmniejsza ożaglowanie po trochu dostosowując do pogody, niż zmienia żagle na większe gdzie w pewnym momencie jest też limit. Więc przy szybko zmieniającej się pogodzie, Księżniczka może nas zaskoczyć z ręką w gaciach. Owszem genua jest rolowana, grot ma dwa refy zakładane z kokpitu. No ale lepiej to się robi przed niż w trakcie.

HISTORIA

To jest pierwszy jacht, który był z nami dłużej niż 4 lata, nasze drugie Tango 30, trzeci jacht z tej samej stoczni i czwarty jacht tego samego konstruktora.
Odbierając nasze pierwsze Tango 780fs w 2002 roku widzieliśmy już przygotowywane formy do produkcji naprawdę dużej łódki. To był czas, gdy jacht powyżej 7m to była naprawdę spora jednostka i nielicznie spotykana na jeziorach. A miała być to łódka morska z możliwością zbudowania wersji śródlądowej. Kiedy powstał prototyp 2004 roku, pamiętam, jak ukazał się test na łamach magazynu Rejs albo Żagle (tak, kiedyś były testy jachtów w formie papierowej). Jacht robił wrażenie, nie tylko piękne linie, ale również pojemne wnętrze i bardzo przychylne opinie. Po 4 latach z Tangiem 780fs, przyszedł czas na Solinę 800 która wtedy również była nowością. Takie Tango 30 zmniejszone, z trochę zaburzonymi proporcjami. Już wtedy były plany zrzucenia łódki na Bałtyk, nawet Solina została doposażona w tym kierunku, jednak nigdy to nie doszło do skutku. Po kolejnych 3 latach rozstajemy się z Soliną i szukamy czegoś większego. Wycieczka po stoczniach, oglądanie kolejnych nowych konstrukcji, pojawiła się nawet opcja okazyjnego zakupu jachtu ze stoczni Hanse. Założenie, okolice 9m, może być 10. I nagle pojawiło się na sprzedaż używane Tango 30. Pojechaliśmy, oglądnęliśmy i się zakochaliśmy. Po paru miesiącach nie zdecydowaliśmy się jednak na zakup, bo wersja mieczowa nie do końca nam pasowała, więc stanęło na budowie jachtu nowego. Niestety z powodu problemów stoczni, jacht nigdy do nas nie trafił, ale dostaliśmy na rok od stoczni kilową wersję (w oczekiwaniu na naszą). Zobaczyć Tango 30, posiedzieć w nim i się zakochać to jedno. Popływać rok, to już zaczyna zahaczać o fanatyzm. Na nasz egzemplarz się nie doczekaliśmy. Stocznia zbankrutowała (o czym piszę w innym dziale). Więc w 2011 roku wybieramy się na objazd Polski, po wszystkich stoczniach by znaleźć coś dla siebie. Zwiedziliśmy praktycznie wszystkie stocznie liczących się producentów, szkunie i nawet tych dopiero raczkujących w branży. Jak jacht nam pasował to robiliśmy rejsy próbne. W grę wchodziła Cobra, Tes, Maxus, Antila, Sedna, Twister, Delphia, Huzar, Shine i Nautiner. Wygrał ten ostatni bo jako jedyny w wystraczającym stopniu łączył właściwości nautyczne z jakością wykonania. Generalnie po Tangu, poprzeczka była tak wysoko, że nie było z czego wybierać.
I tak w sezonie 2012 przyjechał do nas nowy Nautiner 30, zrobiony pod nas, doposażony pod nas. Nie mogę złego słowa powiedzieć o tej jednostce, oprócz tego że połączenie ciemnego kadłuba i monolitycznego laminatu nie jest najlepsze w słoneczne dni, jacht był naprawdę dobry. No ale nie był Tangiem. Pływał szybko, ale nie tak szybko jak Tango. Był dobrze wykończony, no ale nie tak jak Tango. By dobrze wyposażony, ale nie tak jak Tango. Był komfortowy, ale nie tak jak Tango. Był ładny, ale nie tak jak Tango.
To był nasz drugi najlepszy jacht jaki posiadaliśmy, ale był z nami tylko jeden sezon. Nastał rok 2013 i decyzja – albo Tango albo nic. Najlepiej wyposażony i najbardziej unikalny Nautiner w historii stoczni, szybko znalazł nowego właściciela. A my zaczęliśmy poszukiwania. I udało się. Wersja kilowa, 2 kabinowa, z opcjonalnym silnikiem, wyposażeniem nam pasującym, mało pływana stoi we Włoszech, koło Wenecji. Szybkie ustalenia, 1300km w jedną stronę, kasa na stół, włosi uciekają widząc taką gotówkę, powrót kolejne 1300km do Polski, wpłacenie kasy z powrotem na konto, zrobienie przelewu, załatwienie transportu i znowu lecimy 1300km by pakować jacht na TIRa. I tak trafiła do nas nasz Mała Księżniczka….5. Tak to już 5 z kolei. I ten który był z nami najdłużej, bo nadal nic nie da w tej wielkości takiej kombinacji osiągów, komfortu, bezpieczeństwa i wykonania. Nic nawet się nie zbliżyło.

TANGO 30 SUBIEKTYWNIE

Tango 30 to nie jest jacht dla każdego. Mimo 4 miejsc do spania, na dłuższe rejsy idealnie nadaje się dla 2 osób. Przy stole wygodnie usiądą 4 osoby, a w kokpicie wieczorem zasiądzie wygodnie nawet 8 osób, a w czasie rejsu czy regat 6 sobie nie przeszkadza. Kuchnia jest bardzo obszerna, znacznie większa niż na jakimkolwiek innym 30 stopowym jachcie, a często tyle miejsca nie ma też na jachtach 40 czy 50 stopowych. Łazienka też jest bezkonkurencyjna porównując jachty tej wielkości z tamtych lat. Trzeba pamiętać l, że Tango to Cruiser z zacięciem na Performance-Cruiser. Na tego typu jednostkach zazwyczaj jest mniej miejsca niż na tej wielkości typowym cruiserze bez zacięcia sportowego. Koje dziobowa i rufowa są wystarczająco długie i szerokie by spokojnie wyspały się dwie osoby. U konkurencji znajdziecie zarówno większe jak i mniejsze koje. Tango pod tym względem jest w środku stawki. Ilość schowków, szaf, bakist i jaskółek jest wystarczająca dla 4 osób nawet na dłuższe rejsy.

Kadłub Tanga na górze jest szeroki, ale linia wodna jest już węższa od konkurencji. Dzięki temu jacht na pełnych kursach osiąga dobre prędkości, a na wiatr, dodatkowo przy lekkim przechyle, linia się jeszcze wydłuża i zwęża zmniejszając opory i zwiększając osiągi. Ale przez to wewnątrz im niżej kadłuba tym jest mniej miejsca. Jacht wyposażony w autopilota bez problemu obsłuży jedna osoba, nawet przy silniejszym wietrze. We dwie jest już luksus. Przy manewrach portowych czasami jest odczuwalny brak steru strumieniowego, a przy cofaniu, potrzebuje tych paru metrów by złapać sterowność. Szeroka rufa robi swoje. Na żaglach łódka pływa ostro do wiatru. 30 stopni nie jest problemem. Z falą w dziób radzi sobie bardzo dobrze. Od rufy przy silnym wietrze daje niesamowite wrażenia, gdyż bardzo łatwo da się ją wprowadzić w połślizg z fali, a przy odpowiednim wietrze go utrzymać. Jednak wtedy potrzebuje już pewnej ręki, gdyż stroma fala + szeroka rufa + pojedynczy ster potrafi zaskoczyć. Ale po chwili wprawy zabawa jest nieziemska.

WNĘTRZE

Wewnątrz mamy klasyczną zabudowę drewnianą szkutniczą. Nie jest to zabudowa jak w najpopularniejszych mazurskich konstrukcjach czy masówkach największych producentów. Znajdziemy tu najlepsze sklejki wodoodporne z prawdziwym drewnem a nie cienką warstwą okleiny. Do tego dużo elementów jest ostatecznie wykończone wstawkami z litego drewna. Dzięki temu wszystko jest solidne, estetyczne i przetrwa lata. A każde uszkodzenie można zeszlifować i polakierować na nowo. Za każdy element można się złapać bez obawy, że go urwiemy.

Do mesy schodzimy po 3 szerokich stopniach. Są one wyprofilowane na bokach tak by dawać pewne podłoże nawet w mocnym przechyle. Firmowo były wylakierowane na gładko i naklejona taśma antypoślizgowa, a parę lat temu został odnowione chropowatym lakierem, który spełnia rolę antypoślizgową nawet w mokrym obuwiu. Po lewej i prawej stronie są drewniane handrelingi, a na wieczór dodatkowo podświetlane stopnie. Schody unoszą się do góry na siłownikach i mamy dostęp do komory silnika z oświetleniem.

Po zejściu po schodach stajemy w najszerszym miejscu mesy. Po prawej stronie znajduje się kambuz, po lewej wejście do kabiny rufowej i do łazienki, a z przodu dwie kanapy i rozkładany stół. Stół jest oparty na pilersie masztu i dodatkowej nodze. Na lewej burcie znajduje się kanapa w kształcie litery L. Pod nią bakista, w której znajdują się dwa życiowe akumulatory i ich przełącznik i jeszcze jedna mała bakista.
Po odczepieniu oparcia znajdują się dwie jaskółki, nad nimi płytka półka i potem jeszcze szafka z głęboką półką.

Na prawej burcie również pod koją mamy bakistę. Znajduje się tam przekaźnik i bezpiecznik od windy kotwicznej i dużo miejsca na szpargały. Tak jak na lewej burcie za oparciem znajdują się dwie jaskółki, nad nim jedna płytka półka przechodząca w stolik nawigacyjny i potem szafka elektroniki nawigacyjnej i aż do grodzi dziobowej głęboka półka. W szafce nawigacyjnej są wyprowadzone wszystkie przewody elektryczne i komunikacyjne, ale znajdzie się w niej miejsce dla jeszcze paru zapasowych przewodów, ładowarek czy dokumentów. Stolik nawigacyjny jest skierowany ku rufie z miejscem do siedzenia. Stolik się otwiera i mamy tam sporo miejsca na mapy czy też laptopa lub dwa. Przy stoliku jest gniazdo 230V i gniazdo 12V. Na lewej burcie w półce ukryte jest gniazdo USB. Nad stołem jest duży otwierany luk pokładowy z wentylatorem solarnym i rolowaną roletą i moskitierą. Okna nadbudówki mają rolety plisowana. Po lewej i prawej stronie na ścianach nadbudówki są dwa solidne handrelingi drewniane. Na grodzi dziobowej są dwie lampki dekoracyjne/ do czytania. Po jednym punkcie świetlnym nad półkami burtowymi, dwa punkty świetlne nad stołem i lampka do map.

Kambuz jest na prawdę obszerny. Od strony grodzi rufowej mamy 3 długie szuflady, kawałek blatu roboczego i 100 litrową lodówkę. Na burcie znajduje się 2 palnikowa, gazowa kuchnia na kardanie z piekarnikiem ENO. Pod nią jest jedna szafka. Po lewej wysuwana wysoka szuflada z kubłem na śmieci i jeszcze jedną przegródką, w której my trzymamy wewnętrzną gaśnicę i olej do smażenia. Nad kuchenką jest duża szafka. Po lewej i prawej dwie zaokrąglone szafki z regulowanymi uchwytami by dostosować rozstaw do trzymanych tam talerzy. Na środku dwie szafki z przesuwanymi drzwiczkami i również uchwytami na przybory kuchenne. Od przodu kuchni jest półwysep z dużym, głębokim zlewem, kranem do ciepłej i zimnej wody i dodatkowym kranem do wody zaburtowej (pompka nożna). Pod zlewem jest bardzo duża szafka z dwoma półkami.
Blat jest wykonany ze STARON’u odpornego na temperatury, dodatkowo z małym rantem by nic nam nie spadło. Nad kuchnią jest otwierany luk pokładowy do wentylacji i 3 punkty świetlne. Jest też jedno gniazdo 230V na grodzi nad lodówką.

Łazienka jest na prawdę obszerna. Znajduje się tam toaleta elektryczna w rozmiarze regular (nie compact) typu morskiego z odpompowaniem do zbiornika na rufie. Za nią jest wnęka z drążkiem na wieszaki do przechowywania mokrych sztormiaków lub kamizelek. Mamy tam też mały zlew z wyciąganym kranem, który służy jako prysznic. Na grodzi znajduje się uchwyt do mocowania słuchawki prysznicowej. Nad zlewem jest szafka z dwoma półkami i lusterkiem. Obok są jeszcze dwie półki na drobniejsze rzeczy. Pod umywalką jest duża szafka z dojściem do zaworów pompy wody słodkiej i zbiornika ciśnienia. Woda z prysznica jest wyrzucana za burtę pompą elektryczną znajdującą się pod podłogą wyzwalaną przełącznikiem w łazience. Na drzwiach wejściowych jest duże lustro. W łazience znajduje się fragment okna nadbudówki, otwierany luk pokładowy i 3 punkty świetlne. Znajduje się tam też jedno gniazdo 230V.

Kabina rufowa posiada miejsce do przebrania się na stojąco, małą pufę by usiąść i koję o szerokości do 140cm. Pod koją i pufą są bakisty, a na burcie mała szafka z dwoma półkami i głęboka półka. Znajdują się tam też 2 punkty świetlne, jeden otwierany luk do kokpitu i jeden otwierany luk pokładowy.

W kabinie dziobowej mamy duże łóżko z szerokością do 150cm. Wejściowy fragment można zdemontować tworząc miejsce do stanięcia. Tam też przy podłodze znajduje się jaskółka np. na buty. Na prawej burcie jest duża szafa z drążkiem na wieszaki a na lewej szafka z dwoma półkami. Na lewej i prawej burcie są długie głębokie półki. Pod koją znajduje się zbiornik na wodę, a nad nim jeszcze sporo miejsca do przechowywania.
Nad koją jest duży otwierany luk pokładowy z rolowaną roletą i moskitierą. Trzy punkty świetlne, ładowarka USB i gniazdo 230V.

POKŁAD

Kokpit. Obszerny kokpit pomieści nawet do 10 osób. Na jednej burcie wygodnie siedzi do 4 osób. Na koszach rufowych są dwa dodatkowe siedzenia na podwyższeniu, plus na środku na rufie jedno dla sternika. Jacht jest wyposażony w sterowanie kołem sterowym 100cm na kolumnie sterowej JEFA 400 z systemem draglink (Rack and pinion), czyli najmniej awaryjny, a za razem dający najlepszą precyzję i czucie prowadzenia jednostki. Na kolumnie sterowej jest manetka silnika, ploter 9 cali Raymarine Axiom pro, wyświetlacz Raymarine P70 od autopilota, przełączniki od oświetlenie kokpitu (3 lampy, dwie w samym kokpicie i jedna na stopniu do drabinki), kompas magnetyczny plastimo, manipulator windy kotwicznej i gniazdo 12V. Jest też metalowy reling i uchwyt na napoje.

Rufę mamy otwartą, z obniżeniem, gdzie jest drabinka ułatwiająca wejście i wyjście z wody. Długa i wygodna drabinka. Na środku jest siedzisko sternika na relingu, a po bokach możemy zaczepić dwa podwójne relingi by zabezpieczyć przed wypadnięciem za burtę.

Przed kołem znajduje się szyna do obsługi szotów grota. Szoty grota są regulowane z talii grota z knagami szczękowymi produkcji Easylock. Jest to system dwulinowy. Jedną liną mamy pełne przełożenie, ale aby szybko wybrać lub wyluzować żagiel możemy to robić dwoma linami. Albo jedna może być założona na kabestan do wybierania, a druga luźno do luzowania żagla. Na ścianie nadbudówki znajdują się 3 wyświetlacz ST60 Raymarine ( log, echosonda i wiatrowskaz), drugi kompas magnetyczny Palstimo, panel sterownia silnika Yanmar i dwa głośniki kokpitowe Fusion. Na półpokładach kokpitu zamontowane są dwa duże kabestany samoknagujące, dwubiegowe Antal W40 do obsługi żagli przednich, plus dużo knag szczękowych do blokowania lin i obsługi rolera foka. Na nadbudówce są dwa kabestany samoknagujące Antal W16 i 8 stoperów spinlock do obsługi obciągacza boomu, cuninghamu, dwóch refów grota, fału genakera, fału genui, fału grota i napięcia rogu szotowego grota.

Pod osprzętem pokładowym (kabestany, szyny, bloczki zwrotne), na siedzeniach na koszach i siedzisku sternika znajduje się wykończenie teakiem naturalnym. Ławki kokpitu i podłoga kokpitu flexiteak.

Nad nadbudówką znajduje się szprycbuda z dużym okenm z przodu. 
Na nadbudówce są dwa solidne handrelingi. Wanty poprowadzone są wąsko orzy samej nadbudówce dzięki czemu długa szyna na każdym półpokładzie może obsługiwać i foka i genuę, a także daje to szerokie przejście na dziłb. Na półpokładach są solidne powierzchnie antypoślizgowe. Na samym dziobie znajduje się komora kotwiczna z windą kotiwczną Quick sterowna z kokpitu lub z nożnych przycisków na dziobie. W komorze kotwicznej oprócz łańcucha bez problemu mieści się jeden dodatkowy żagiel przedni (Spinaker lub Code0). Kosz dziobowy przechodzi w „kaczy dziób” z tekowym podestem, rolką kotwicy, uchwytem genakerbomu/bukszprytu i kotwicą.
Pokład otacza dość wysoki reling z podwójną liną. Do około jest też aluminiowa odbojnica z otworami dzięki czemu nawet w dużym przechyle mamy oparcie dla stóp i możemy tam mocować czy odbijacze czy dodatkowy osprzęt.
Do jachtu są chyba 3 lub 4 różne wielkości tentów, od tych tylko słonecznych, lub zasłaniających samą zejściówkę, po duże zasłaniające cały kokpit.

Bakisty. Na rufie w podłodze kokpitu, za kołem sterowym znajdują się dwie dość spore bakisty. Ta na lewej burcie posiada dostęp do systemu sterowania i mieści się tam też zbiornik na fekalia. My używamy ją jako miejsce przechowywania zapasowej kotwicy, 2 kanistrów po 20l każdy i wszystkich odbijaczy z łódki. Na prawej burcie jest trochę mniejsza ale za to nie ma tam zamontowanego osprzętu. U nas wykorzystywana do przechowywania zapasów napoi, dodatkowych cum, wiaderka itp.
W ławkach kokpitu są również dwie bakisty po jednej na każdą burtę. Ta po lewej, płytka, ze względu na to że pod nią znajduje się kabina.  Ale spokojnie mieści dwie 3kg butle z gazem, zapas środków czystości łódki, wszystkie cumy, lub cały zapasowy osprzęt, narzędzia itp. Po prawej burcie, przez to że nie mamy tam kabiny, bakista jest olbrzymia. Mieszczą się tam bojler, agregat lodówki, ładowarka, akumulator silnika, pod podłogą zbiornik paliwa. I nadal jest mnóstwo miejsca. My tam trzymamy dodatkowo narzędzia, osprzęt do sprzątania, tenty, stolik kokpitowy, zapasy żywności, bosaki, spinakera i wiele innych. Są tam dwa punkty świetlne i dostęp od tyłu do silnika i przekładni.

WYPOSAŻENIE ELEKTRYCZNE I ELEKTRONIKA

Jacht wyposażony jest w pełny zestaw nawigacyjny. Centralnym punktem jest ploter map Raymarine Axiom 9 Pro, wspomagany odbiornikiem/nadajnikiem AIS700 Ryamrine, instrumentami ST60 (Log, głębokościomierz i wiatrowskaz), autopilotem EV-100 na koło sterowe. Jako zapasowy odbiornik AIS jest radio VHF B&G V50 w kabinie z bezprzewodową słuchawką H50. Wszystko spięte w jedną sieć i komunikujące się ze sobą. W sieci też jest radio FM Fusion z wyjściem USB i bluetooth, dwoma głośnikami Fusion w kokpicie i dwoma Sony w mesie. Do tego jest podpięty mały głośnik nisko tonowy (sybwoofer) z małym wzmacniaczem. Całością można sterować z panelu radia, z plotera lub aplikacji na telefon. Dodatkowo jest podłączony interfejs NMEA2000 który daje możliwość podłączenia dodatkowych czujników od silnika, czy wody i paliwa (obecnie podpięte tylko te dwa ostatnie).

W kabinie przy stoliku nawigacyjnym jest telewizor 12v 22 cale Philips, z przystawką android TV na którym możemy mieć podgląd danych z plotera. Ploter możemy wyświetlić również na telefonie. A bezprzewodowe sterowanie autopilotem i dostęp do podstawowych danych nawigacyjnych uzyskujemy dzięki bezprzewodowemu pilotowi Raymarine SmartController, tak że np. w złą pogodę możemy sterować jachtem spod szprycbudy lub z kabiny. Na jachcie jest też modem LTE z routerem Wifi.

Instalacja elektryczna opiera się na 3 akumulatorach żelowych 200Ah każdy. Dwa do zasilania elektroniki i funkcji hotelowych, a trzeci do silnika. Ładowanie odbywa się z silnika przez diodę separacyjną lub przez ładowarkę Victron z sieci lądowej 230V. Bezpieczniki do 12V i 230V są na panelu w szafce nawigacyjnej i podzielone na odpowiednią ilość pętli by w razie awarii jednego urządzenia nie stracić innych. Z tego też panelu włącza się oświetlenie nawigacyjne 3 sektorowe, światło silnikowe, oświetlenie pokładu dziobowego. Oświetlenie kokpitu włącza się przy kolumnie sterowej w kokpicie.

OSIĄGI I BEZPIECZEŃSTWO

Łódka to taki Performance-Cruiser z lekką nadwagą. Jacht waży ponad 4 tony. Ale jest szybki. Ciężko znaleźć jednostkę turystyczną do 40stóp która przeskoczy z portu do portu przed nami. Jest przeżaglowany, ale to dobrze. Jak wiatr się wzmaga to zaczynamy od zmniejszenia Genui do rozmiarów foka. Potem jeden ref na grocie, połowa foka i drugi ref. To max chyba co płynęliśmy jak wiało do 8B. Wtedy też średnią prędkość przelotową przy półwietrze mieliśmy 9węzłów na 50 milach. Nieźle jak na turystyka.

Łódka jest dzielna, ostro idzie do wiatru a na kursach pełnych lubi się ślizgać po fali. Jak wiatru jest za mało to mamy na rolerze CODE 0, który nawet pozwala pójść 75stopni do wiatru lub spinakera / parasaila którego możemy używać z grotem ze spinakerbomem, lub samego bez spinakerbomu.
My raczej kręcimy się od portu do portu unikając dłuższych przelotów niż 10 godzin i jak ma być zła pogoda to grzecznie siedzimy w porcie, ale na przykład bliźniacza jednostka z tego samego roku i drugie z dwóch kilowych w Polsce – SKY PROJECT, pływa zawsze i wszędzie, we wszystkich regatach, czy to Gotlandia, Unityline czy nawet Rolex Fastnet, więc siostra widziała już chyba każdą pogodę i właściciele wiedzą, że mogą iść w morze w każdą pogodę.

IMG_7924
20210805_143721
20260711_132744
20230728_161520
IMG_2176
DSC00892_compressed
20260707_181129
2013-07-15-1779
Chart8
DSC_0259
DSC_0276
20260710_023452
20260710_023049
DSC_0256
Kokpit 3
20250719_220419
20240621_140723
20260708_145536
chart1
20250711_142724

Przykład: Jacht na CODE 0 i grocie. Wiatr 4-5W, jacht pływnie 4,5W.

20190802_140404

Tym razem Spinaker i Grot. 6,5w wiatru z baksztagu a jacht płynie 5,7w.

20180728_141456

Z tego roku, 3,5w wiatru prosto od rufy, motyl ze spinakerem. 3-3,1w.

20260711_133045

Pełny bajdewind 75 stopni, 9w wiatru, płyniemy 6,2W – i Tak, mamy postawionego CODE 0, jeszcze tak ostro można na nim płynąć.

20250701_102206

To są prędkości na bagsztagu, przy wietrze koło 17-20W na podstawowym ożaglowaniu. Tak stałe 9-10W a chwilowe powyżej 11.

Screenshot_20210805-143541_RayViewer

Inny raz to samo

20220731_163316

Tu był nasz max, jaki udało się uzyskać. Pewnie można więcej, gdyby mieć dodatkową załogę i postawić spinaker przy tych 20W wiatru. My staramy się niewychodzić jak wieje więcej niż 6, jeżeli nie musimy.

Screenshot_20210805-161140_RayViewer

„Moje Tango tak szybko nie pływa, to fejk…”. „To jest ciężka łódka turystyczna, to nie możliwe”. Wystarczy wypompować wodę z przedniego zbiornika wody, nie wrzucać nic ciężkiego do kabiny dziobowej, ile się da rzeczy trzymać na rufie, zadbać o antyfouling, a podczas jazdy załoga ile się da do tyłu. Wiatr, trochę fali i jak już przejdzie te 7,5-8w i się oderwie, to leci cały czas koło 10, a jak najdzie dobra fala to i pod 12w chwilowo uda się utrzymać.

Ten jacht kocha wiatr od 0 do 6W i potem powyżej 12W. Pomiędzy czasami nie wie co ze sobą zrobić i często obserwuje że wiatr wzrasta a łódka płynie tyle samo, zwłaszcza na pełnych. Wiało 4W, płynęliśmy 3,5W. Wieje 7W, a płyniemy nadal 3,5W.